Chloe po kolei wypowiadała nazwiska osób, które mają wziąśc udział w zawodach. Słyszałam coraz więcej krzyków, zaprzeczeń. Widziałam, jak Ci ludzie cierpią. Poczułam, że serce mi się rozpływa. Dlaczego? Poprostu wiedziałam, że będę wylosowana.
To mi się śniło co noc, a teraz te nocne koszmary staną się rzeczywistością.
-Luisa Cand,
sobota, 4 stycznia 2014
czwartek, 2 stycznia 2014
Rozdział II ,,Oczekiwanie znaczy cierpienie"
Dzisiaj nie wydaży się nic dobrego...Ja to poprostu wiem.Może mam dar przewidywania przyszlości? Może tak,może nie ale ja to wiem.
Już za dwie godziny zacznie się moja męka. Ta niepewnośc, czy dadzą mi pożyc do pietnastych urodzin, czy nie.Strasznie się boje. No nic, pożyjemy-zobaczymy jak będzie. Mam nadzieję, że nie wylosują nikogo z mojej rodziny...
Czas zjeśc ,,obiad" a potem czeka mnie cierpienie... Oczekiwanie na to, kto zostanie wylosowany. Na to, kto dostanie tylko jedną szanse aby przeżyc...
Zeszłam na dół. Przy stole siedzi moja mama, a w ręce trzyma jakieś zdjęcie. Nie zdążyłam zobaczyc, kto na nim jest. Mama zauważyła mnie i szybko schowała przedmiot za siebie a ja zdążyłam ujrzec gorzką łzę, toczącą się po szarym oświetlonym blaskiem świecy policzku.
Płakała? Kto był na zdjęciu ?
-Mamo... -Niepewnie podeszłam do mamy i usiadłam obok niej-Czy ty... Płakałaś?
-Nie, nie córciu... To tylko-Szybko wytarła oczy-ty tylko uczulenie.
-No dobrze, ale co tam masz? Mamo, wiem że coś ukrywasz. Pamiętaj, mnie nieda się oszukac.
Wyczułam, że mama jest załamana więc przytuliłam się do niej szybko i otarłam łzy.
-Już dobrze Mags, już dobrze. I pamiętaj zawsze, że cokolwiek by się stało to Allenowie dadzą radę.
Mama uśmiechnęła się, i nalała nam pomidorówki.
-Lilko! Obiadek!-Krzyknęłam po czym poszłam po moją siostrzyczkę-Choc, bo ostygnie!
Usiadłam przy stole, a Lily oddałam mamie, która wsadziła ją do krzesełka, zrobionego własnoręcznie przez naszego tatę. Byłyśmy bardzo wygłodniałe, więc szybko opróżniłyśmy miski. Coś działo się w moim brzuchu. Na pierwszy rzut oka pomyślałam, że jestem poprostu głodna. Ale nie. To nie głód,to strach...
Wkońcu zaraz losowanie.
Ubrałam Lily, a potem siebie. Mama zrobiła to samo i wyszłyśmy. Żadnej z nas nogi nie chciały współgrac z ciałem. Ani na mojej twarzy, ani na twarzy mamy nie malował się uśmiech. Nawet mała Lily wiedziała co się święci, więc cichutko siedziała w wózeczku mocno przytulając misia, którego dałam jej gdy się urodziła. Po tak długim czasie wkońcu dotarłyśmy do miejsca, gdzie za chwilę mogą skończyc się moje marzenia.Może skączyc się moje życie...
Stałyśmy w bramie, niewiedząc co teraz zrobic. Lecz wszystkie trzy przeczuwałyśmy, że ten dzień nie skączy się dobrze.
Stanęłyśmy w kolejce do ochroniarzy miasteczka.
Zobaczyłam setki twarzy.Wszystkie były chude i szare.
Nagle przypomniałam sobie, że wszyscy tutaj wydają pieniądze na wymyślne stroje dla Chloe i na arene, na której będziemy walczyc o życie.
Craven Arms za każde zawody dostaję miliony, a wydaje je na kolejne zawody. Niewiem kto jest głupszy: Ta nasza głupia pani burmistrz- Chloe czy Nicos,jej chłopak. Jest projektantem tych wszystkich wymyślnych ciuchów.
Przeszłyśmy już przez barierki i podążałyśmy pod wielką scene,która oczywiście również jest wymysłem Chloe.
Wokół nas było pełno osób, które wyglądają na mój wiek-więc dlaczego ich nie znam?
To bardzo dziwne....
Już za dwie godziny zacznie się moja męka. Ta niepewnośc, czy dadzą mi pożyc do pietnastych urodzin, czy nie.Strasznie się boje. No nic, pożyjemy-zobaczymy jak będzie. Mam nadzieję, że nie wylosują nikogo z mojej rodziny...
Czas zjeśc ,,obiad" a potem czeka mnie cierpienie... Oczekiwanie na to, kto zostanie wylosowany. Na to, kto dostanie tylko jedną szanse aby przeżyc...
Zeszłam na dół. Przy stole siedzi moja mama, a w ręce trzyma jakieś zdjęcie. Nie zdążyłam zobaczyc, kto na nim jest. Mama zauważyła mnie i szybko schowała przedmiot za siebie a ja zdążyłam ujrzec gorzką łzę, toczącą się po szarym oświetlonym blaskiem świecy policzku.
Płakała? Kto był na zdjęciu ?
-Mamo... -Niepewnie podeszłam do mamy i usiadłam obok niej-Czy ty... Płakałaś?
-Nie, nie córciu... To tylko-Szybko wytarła oczy-ty tylko uczulenie.
-No dobrze, ale co tam masz? Mamo, wiem że coś ukrywasz. Pamiętaj, mnie nieda się oszukac.
Wyczułam, że mama jest załamana więc przytuliłam się do niej szybko i otarłam łzy.
-Już dobrze Mags, już dobrze. I pamiętaj zawsze, że cokolwiek by się stało to Allenowie dadzą radę.
Mama uśmiechnęła się, i nalała nam pomidorówki.
-Lilko! Obiadek!-Krzyknęłam po czym poszłam po moją siostrzyczkę-Choc, bo ostygnie!
Usiadłam przy stole, a Lily oddałam mamie, która wsadziła ją do krzesełka, zrobionego własnoręcznie przez naszego tatę. Byłyśmy bardzo wygłodniałe, więc szybko opróżniłyśmy miski. Coś działo się w moim brzuchu. Na pierwszy rzut oka pomyślałam, że jestem poprostu głodna. Ale nie. To nie głód,to strach...
Wkońcu zaraz losowanie.
Ubrałam Lily, a potem siebie. Mama zrobiła to samo i wyszłyśmy. Żadnej z nas nogi nie chciały współgrac z ciałem. Ani na mojej twarzy, ani na twarzy mamy nie malował się uśmiech. Nawet mała Lily wiedziała co się święci, więc cichutko siedziała w wózeczku mocno przytulając misia, którego dałam jej gdy się urodziła. Po tak długim czasie wkońcu dotarłyśmy do miejsca, gdzie za chwilę mogą skończyc się moje marzenia.Może skączyc się moje życie...
Stałyśmy w bramie, niewiedząc co teraz zrobic. Lecz wszystkie trzy przeczuwałyśmy, że ten dzień nie skączy się dobrze.
Stanęłyśmy w kolejce do ochroniarzy miasteczka.
Zobaczyłam setki twarzy.Wszystkie były chude i szare.
Nagle przypomniałam sobie, że wszyscy tutaj wydają pieniądze na wymyślne stroje dla Chloe i na arene, na której będziemy walczyc o życie.
Craven Arms za każde zawody dostaję miliony, a wydaje je na kolejne zawody. Niewiem kto jest głupszy: Ta nasza głupia pani burmistrz- Chloe czy Nicos,jej chłopak. Jest projektantem tych wszystkich wymyślnych ciuchów.
Przeszłyśmy już przez barierki i podążałyśmy pod wielką scene,która oczywiście również jest wymysłem Chloe.
Wokół nas było pełno osób, które wyglądają na mój wiek-więc dlaczego ich nie znam?
To bardzo dziwne....
środa, 1 stycznia 2014
Rozdział I ,,Zmartwienie czy radośc?"
Rok 1953,Craven Arms.
Miasteczko,w którym mieszkam jest bardzo niewielkie i biedne. Od piędziesięciu lat co roku odbywają się tu Zawody,w których wygrywa para,która przeżyje. Niestety,wygrac nie jest łatwo. Aby przeżyc,trzeba znaleźc sojusznika,który będzie trzymał naszą stronę-a my jego.
Do zawodów losowanych jest 20 osób, w wieku od 13 do 17 lat. Jest także dział ,,starszyzny".To właśnie w nim zginął mój tata przed pięciu laty.
Jest czerwiec,a już za tydzień losowanie.Pietnaste urodziny...
Ah,no tak. Modlę się,aby je przeżyc. Bardzo niechcę byc wylosowana.Urodziny mam dwa tygodnie po rozpoczęciu zawodów.
Już czas wstac,jest już 7:06,spóźnie się do szkoły.Zakończenie roku,więc plecaka nie biorę.Nasze miasteczko jest takie biedne,niema w nim nic oprócz dwóch sklepów,które niedługo zbankrutują.Dlaczego nie zamkną szkoły?!
Otwieram szafę.
-Co ja mam założyc?-Głośno myślę-hm...
Ubrałam czarne wytarte spodnie i białą przybrudzoną bluzkę z kołnierzykiem-uwagi nie dostanę,za nie galowy strój. Niemam już co ubrac...
-Trzeba się uśmiechnąc,i iśc do celu-Powiedziałam do siebie.
Stanęłam przed lustrem i nie patrząc w nie,zaczęłam myślec czego tak naprawdę chcę.
Zamyślonym spojrzeniem zobaczyłam siebie w lustrze.Wyglądałam jak kompletna idiotka.Parsknęłam śmiechem,na widok mojej miny.
Zeszłam na dół.
-Hej mamo!-Przywitałam się.
Podbiegłam do łóżeczka mojej malutkiej siostrzyczki-Lily.Stała w łóżeczku trzymając się rączkami szczebelek.Musiałam złapac ją za rączki,by się nie przewróciła.
Zaczęła kwiczec jak szalona.Myślę,że ze szczęścia ponieważ na swojej okrągłej buzi malował się wielki uśmiech,a niebieskie jak niebo oczka błyszczały z podniecenia.Mocno ją przytuliłam,a ona odwzajemniła uścisk.
Uwielbiam patrzec mojej malutkiej Lil w o czy.One mnie uspokajają.
-Moja siostrzyczka jest najpiękniejsza na świecie-wyszeptałam Lily do uszka schowanego za rzadkimi blond loczkami.Ślicznotka dała mi słodkiego całusa i wreszcie mnie puściła-I mądra też jest!
Mama przyglądała nam się,z miną zatroskania. Nagle przypomniałam sobie,że zaraz w szkolę zacznie się apel na zakończenie roku,a ja jeszcze nie wyszłam z domu.Wbiegłam po schodach do mojego pokoju,wyjęłam z pod poduszki zdjęcie naszej rodziny,po czym schowałam je do kieszeni i wyszłam z domu,rzucając niedbale przez ramię:
-Narazie!
Zamkłam drzwi.
Opuszczając dom,opuścił mnie także optymizm. Znowu przypomniałam sobie to,że w tym roku mam wielkie szanse,na bycie wylosowaną na dożynkach.
Szłam bardzo szybko i nagle byłam już w szkolę.
Była już pierwsza lekcja,więc przeszłam przez tłum uczniów i usiadłam obok Mary
Uwielbiam patrzec mojej malutkiej Lil w o czy.One mnie uspokajają.
-Moja siostrzyczka jest najpiękniejsza na świecie-wyszeptałam Lily do uszka schowanego za rzadkimi blond loczkami.Ślicznotka dała mi słodkiego całusa i wreszcie mnie puściła-I mądra też jest!
Mama przyglądała nam się,z miną zatroskania. Nagle przypomniałam sobie,że zaraz w szkolę zacznie się apel na zakończenie roku,a ja jeszcze nie wyszłam z domu.Wbiegłam po schodach do mojego pokoju,wyjęłam z pod poduszki zdjęcie naszej rodziny,po czym schowałam je do kieszeni i wyszłam z domu,rzucając niedbale przez ramię:
-Narazie!
Zamkłam drzwi.
Opuszczając dom,opuścił mnie także optymizm. Znowu przypomniałam sobie to,że w tym roku mam wielkie szanse,na bycie wylosowaną na dożynkach.
Szłam bardzo szybko i nagle byłam już w szkolę.
Była już pierwsza lekcja,więc przeszłam przez tłum uczniów i usiadłam obok Mary
Prolog.
Jestem Marissa Allen.
Mam 14 lat... Wszystko,co wydaży się w moim życiu znajdziecie,czytając.
Mam 14 lat... Wszystko,co wydaży się w moim życiu znajdziecie,czytając.
Subskrybuj:
Posty (Atom)